

Gdy schody ruchome zawiozą cię do podziemnego ogrodu-muzeum albo na wykopaliska archeologiczne, to znaczy że jesteś na stacji Tunnelbana Kungsträdgården w Sztokholmie. Stacja znajduje się pod parkiem o tej samej nazwie, czyli dawnym ogrodem królewskim.





Podobnie jak w barokowych ogrodach, dominują tu zieleń, czerwień i biel. Podziemne pasaże zdobią rzeźby, kolumny, a nawet całe lapidaria, skomponowane z detali architektonicznych pochodzących z nieistniejących już rezydencji. Kompozycja tych elementów może początkowo wydawać się chaotyczna, a nawet przytłaczająca. Po dokładniejszym przyjrzeniu dopatrzymy się w dekoracyjnym chaosie ogrodowych ścieżek, kolorowych rabat, bukszpanowych żywopłotów.
W trakcie modernizacji śródmieścia Sztokholmu wiele zabytków uległo zniszczeniu, co wywołało sporo kontrowersji. Gdy w 1971 r. przymierzano się do budowy wejścia do metra na terenie parku, a przy okazji wycięcia wielu starych drzew, mieszkańcy ostro się sprzeciwili. Wobec protestów, nazwanych „wojną o wiązy”, projekt skorygowano, a park pozostaje miejscem relaksu i rozrywki.
Dla mnie subiektywnie to chyba najciekawsza stacja metra, jaką w życiu widziałam. Obiektywnie jest najgłębsza w Sztokholmie, bo znajduje się 34 m poniżej poziomu morza. Sztokholmskie stacje nie tylko wyglądają jak jaskinie. One naprawdę stanowią podziemny ekosystem ze swoistą fauną i florą, czego najlepszym przykładem Kungsträdgården. Rośnie tutaj unikatowy gatunek mchu, a w szczelinach żyją również pająki przybyłe (prawdopodobnie wraz z maszynami do drążenia tunelu) z Europy południowej. Zapewniam, że osobiście żadnego nie spotkałam.


