Millesgården – stąd nie chce się odejść

Pierwsze, co zwraca uwagę w Millesgården, to niesamowite położenie na stromym zboczu wzgórza na wyspie Lidingö. Nie wiadomo, co najpierw podziwiać: rozpościerające się stąd widoki czy sam ogród.

Wszystko zaczęło się w roku 1908, gdy rzeźbiarz Carl Milles i jego żona Olga wprowadzili się do nowego domu na szczycie klifu Herserud. Leżące poniżej tarasy, założenie ogrodowe i plenerową galerię sztuki rozbudowywano w ciągu następnego półwiecza. Są tu przede wszystkim dzieła Millesa i jego pracownia, ale też obrazy Olgi, kolekcja rzeźby antycznej oraz miejsce na wystawy czasowe.

Niektóre rzeźby umieszczone są na kolumnie lub wysokim postumencie, co zmusza nas do spojrzenia w niebo. To nie przypadek, Carl Milles od dziecka interesował się astronomią, urządził tu nawet własne obserwatorium. Jego kolekcję można odczytywać według klucza astronomicznego, bo wiele obiektów ma swoje odpowiedniki wśród ciał niebieskich. Na przykład posąg Posejdona – planetę Neptun, Łucznik – gwiazdozbiór Strzelca, Jonasz (poniżej) – konstelację Wieloryba, Indianin… Indianina itd.

Znasz-li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa? To Szwecja. Olga Milles z d. Granner pochodziła z Austrii, więc ze względu na jej sentyment do stron ojczystych w ogrodzie pojawiła się roślinność alpejska oraz nawiązania do architektury południa Europy. W upalny sierpniowy dzień miałam wrażenie, że spaceruję po ogrodach willi nad Morzem Śródziemnym.

1 komentarz do “Millesgården – stąd nie chce się odejść”

  1. Odnośnik zwrotny: Skąd znam te biodra - Sylwa

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry