Spacer po Djurgården zaczyna się za mostem prowadzącym na jedną z wysp, na których leży Sztokholm. W przeszłości mieścił się tu zwierzyniec (stąd nazwa) oraz królewskie tereny łowieckie. Nawiązaniem do tej tradycji jest słynna niebieska brama (Blå porten).


Zerkam na tereny rekreacyjne rozciągające się za bramą, ale podążam wzdłuż głównej, niezbyt ruchliwej ulicy. Tu też jest mnóstwo zieleni, a spokój zakłócają tylko nieliczni turyści opuszczający okoliczne muzea.
Na wyspę można dotrzeć z centrum promem ze Slussen albo tramwajem nr 7. Ja po raz pierwszy trafiłam tu przypadkiem. Zaciekawił mnie budynek widoczny za wodą z nabrzeża Strandvägen, więc skierowałam się ku niemu przez most Djurgårdsbron.


Okazuje się, że gmach, którego widok mnie tu przyciągnął, mieści Muzeum Nordyckie (Nordiska Museet). Założył je Artur Hazelius, twórca pierwszego na świecie skansenu, który również znajduje się na wyspie.
Przed wejściem do stylizowanej na zamek budowli stoi imponujący posąg konny Karola X Gustawa. Na jego cokole znajduję niezbyt miły polski akcent: napis „Warschau 1656”. Znajoma data przypomina czasy potopu szwedzkiego, zwycięstwo Karola Gustawa w bitwie warszawskiej i niemal całkowite zniszczenie mojego miasta.


Nawet jeśli nie zamierzamy zwiedzać wnętrz, warto podejść bliżej do budynku Muzeum Biologicznego (Biologiska Museet), by przyjrzeć się snycerce i architekturze inspirowanej norweskimi kościołami klepkowymi.


Na pobliskim trawniku stoi Rikstelefon – zabytkowa budka szwedzkiej telefonii państwowej. Wszystkie takie budki wyposażone były w aparaty Ericssona i przez pewien czas miały monopol na połączenia międzymiastowe.

Przed Muzeum ABBY czeka kolejka chętnych do zwiedzania. Tym razem sobie daruję, wrócę tu kiedy indziej.


Powoli zapada wieczór. Po drodze mijam jeszcze parę muzeów (statku Vasa, alkoholu, wikingów…) oraz kilka knajpek, skąd dobiegają dźwięki muzyki na żywo. W tej grają coś na kształt energetycznego country.

Z dziedzińca widać już park rozrywki Gröna Lund, a dźwięki muzyki mieszają się z piskami rozbawionej dzieciarni. Pora wracać. O pobliskim Skansenie piszę w oddzielnej notce.




Odnośnik zwrotny: Ojciec wszystkich skansenów - Sylwa